Rozdział III

                Słyszę jak ktoś idzie korytarzem. Już dochodzi do drzwi. Chce je odkluczyć, lecz nie może. Wyważa drzwi. Schowałam się do łazienki. Nagle łapie za klamkę i wyciąga mnie stamtąd. Widać, że ma złe zamiary. Nagle przypomina mi się gdzie mam nóż. Dokładniej to w szafce. Szarpię się z nim tak, żeby mnie pchnął w stronę mebla. Słyszę krzyki Matt’a, coś w stylu „Złapcie go i zabijcie!”. Nie wiem co to za facet i po co tu przylazł. Wiem, że na pewno nie ma zbyt dobrych zamiarów co do mnie. W końcu dostałam się blisko szafki. Szybko otwieram półkę i wyciągam nóż. Mężczyzna nie daje za wygraną. Próbuję się bronić lecz nie mogę. Zamykam oczy i celuję narzędziem byle gdzie. Nagle nie czuję jak ktoś mną szarpie, i jak ktoś mnie trzyma. Czuję się wolna. Otwieram oczy. Na podłodze znajduje nie żywego mężczyzne.
                 W tej chwili do pokoju wbiega Matt.
- Diana! Nic ci się nie stało?! – Pyta zaniepokojony.
- Matt, ja go zabiłam! – Powiedziałam z płaczem. – Ja nie chciałam..
-Nie przejmuj się nim, dobrze że to zrobiłaś. Ten idiota John go tu przyprowadził. Chciał żeby cie zabił. – W tej chwili chłopak przytulił mnie. – Nie płacz. Będzie dobrze.
-Nie będzie, ja tak nie umiem żyć!
-Nauczę cię. – Powiedział z lekkim uśmiechem.
-Mam się bać? – Zapytałam lekko pocieszona.
-Zobaczymy.
                W tym momencie przytuliłam go mocno. Nie czułam się przy nim jak przy porywaczu, lecz jak przy przyjacielu, którego znam wiele lat.
-Oj, pierwszy dzień a ty już tyle kłopotów sprawiasz. –Powiedział śmiejąc się. – Jednak chyba odpuścimy ci tą jutrzejszą misję.
-Oh, Jezu dziękuje ci bardzo. Boje się co to będzie, nie chce wykonywać zadnej misji!
-Nie chcesz, ale wkrótce będziesz musiała.
- Mów jaśniej, proszę cię!
-O nie, tak łatwo nie będzie. – W tym momencie zrobił słodki uśmiech. Nie wyhamowałam się i go pocałowałam. – Whoa, dziewczyno szybka jesteś.
- Przepraszam nie chciałam. Nie musisz już przypadkiem iść? – Powiedziałam z zakłopotaniem.
-Ah, faktycznie. Dobrze że mi przypomniałaś. Bądź grzeczna.
                Nie wiem co się ze mną stało. Wydaje mi się, że się w nim zauroczyłam, ale co ja tam wiem o miłości. Jeśli mnie stąd szybko nie zabiorą to oszaleje.
 Pomocy!


Rozdział II

                Usiadłam w kącie nie  wiedząc co mam dalej robić. Już wiem, że na pewno nie dam rady stamtąd uciec. Mam nadzieję, że moi rodzice  zaczną mnie szybko szukać. A najlepiej aby mnie znaleźli zanim dojdzie do tej misji. Nie wiem co to jest i raczej nie chce wiedzieć.
                Pokój w którym przebywałam był bardzo przyjemny. Mimo tego naprawdę mi brakowało naturalnego oświetlenia. Nagle do głowy wpadł mi genialny pomysł. Zaczęłam przeszukiwać szafkę. 1 półka – nic, 2 półka – również nic. Za to w 3 półce znalazłam nóż i jakieś listy. Ostre narzędzie schowałam do kieszeni swoich spodni zakrywając je bluzką by nikt go nie widział. Po chwili zaczęłam czytać listy. Jeden był od mamy Matt’a, napisane około rok temu.

Synku!
Proszę cię nie rób tego wszystkiego! Sprawiasz tym przykrość wielu ludziom, w  tym mi. Bardzo cię proszę – wiesz przecież, że możesz trafić przez to do więzienia. Jeśli nie porzucisz swojego chorego zajęcia, możesz już nie być moim synem.

Matt’hew!!!
Mówią już o tobie w telewizji! Co ty wyprawiasz! Jak mogłeś zabić 3 dziewczyny w ciągu 2 tygodni?! Wiesz co ich rodzice teraz czują?! Jak ja się czuje oglądając telewizję i wiedząc, że to o ciebie chodzi. Daje ci ostatnią szansę. Potem idę z tym na policje!
Mama
Do idioty, który jest moim synem.
Wiem, że tak się listów nie zaczyna, ale jesteś kompletnym idiotą, tyle dziewczyn porwać i zabić! Zresztą już się do ciebie nie przyznaję. Nie chcę takiego syna. Ah, no tak, ide dzisiaj na policje i cię zgłaszam. Będę się cieszyła oglądając w telewizji jak cię aresztują.
Bez pozdrowień
Marlena

                Gdy skończyłam czytać trzeci list, do pokoju wszedł Matt. Był wściekły.
-Co ty wyprawiasz?! Czy ci pozwoliłem grzebać w moich rzeczach?! – Krzyczał wściekły
-Prze.. Przepraszam cię! Proszę nie rób mi krzywdy… - Przepraszałam próbując ukryć strach.
                Chłopak już podnosił na mnie rękę, lecz w pewnym momencie ją zatrzymał. Zdziwiłam się.
-Chcesz to mi przywal, wiem że źle zrobiłam. Ale zrozum, że ja po prostu nie chcę zostać zabita, chcę wrócić do domu, nawet być gnębiona w szkole. Wszystko mogę tylko mnie nie zabijaj.
- Jak na razie nie mam takiego zamiaru słonko. Nawet umiałaś mnie powstrzymać przed przywaleniem ci. Gratuluje. Jesteś pierwszą taką osobą. Nie spodziewałem się. A teraz oddaj mi te listy i więcej nigdzie nie grzeb bo się inaczej policzymy. – Odpowiedział dosyć spokojnie Matt.
                Wzięłam listy i mu je podałam. Chłopak wyszedł. Teraz to tylko myślałam o tym co on robił z innymi dziewczynami. Dlaczego je zabijał. Nagle do pokoju wpadł John. Zaczął na mnie krzyczeć, że niby wezwałam policje i że teraz szukają ich. Byłam zaskoczona. W jednej chwili mężczyzna wyjął pistolet. Wolałam nie  ryzykować więc szybko wyjęłam scyzoryk i podbiegłam do niego przytrzymując mu nóż przy szyji.
-Zrozum, że nie wzywałam żadnej policji. Nie mam jak ich wezwać. Chcę cię tylko powiadomić że moi rodzice już mnie na pewno szukają, więc prędzej czy później policja was i tak znajdzie. – Uśmiechnęłam się szyderczo.
- Prędzej czy później to cię zabijemy. – Odpowiedział szorstko. – A teraz mnie puść bo ci zaraz zrobię krzywdę.
                W tym momencie go puściłam.
-Grzeczna dziewczynka. A teraz oddaj nóż. – Podniósł głos.
-Nie.
-Co powiedziałaś?!
-Nie.
- Jak o tym powiem Matt’owi to już do jutra nie pożyjesz.
- Mów sobie. – Próbowałam udawać, że mnie to nie wzrusza, jednak coś mnie zabolało w głębi.

                Wkurzony wyszedł z pokoju. Pewnie idzie po Matt’a. Mam nadzieję, że mi nic nie zrobi, acz kolwiek po tych listach nic nie wiadomo.

Rozdział I

                               Nazywam się Diana. Mam 16 lat. Jeszcze miesiąc i w końcu ukończę gimnazjum. Nawet nie wyobrażacie sobie jak się cieszę.
                W obecnym gimnazjum byłam prześladowana przez dziewczyny, które mściły się na mnie za to, że miałam wyjątkową urodę.Ich słowami „Mogłam mieć wszystkich”. Problem w tym,  że nie chciałam w gimnazjum się zakochiwać.
                Pewnego dnia po skończeniu lekcji jak zwykle poszłam na autobus. Zanim doszłam do przystanku usłyszałam krzyk oraz hamowanie opon. Przyspieszyłam kroku ale nic nie widziałam. Jedyne co mnie zdziwiło to to, że na przystanku nie było Victorii (jedna z dziewczyn, która mnie prześladowała) mimo iż zawsze tu była.  
-Co ty taka zaskoczona kochanie? – Nagle zapytał mnie tajemniczy głos. – Czyżby ci zniknęła koleżaneczka? 
Wystraszyłam się, lecz na moje szczęście akurat przyjechał autobus. Bez namysłu wsiadłam do niego. Całą drogę myślałam o co chodziło osobie, która się do mnie odzywała. „Pewnie sobie ktoś robił żarty” – Pomyślałam.
                Następnego dnia jechałam spokojnie do szkoły. Victoria również nie pojawiła się w autobusie. Przynajmniej jak jej w szkole nie będzie, będę miała spokojny dzień.
                Lekcje minęły bardzo szybko. Nim się zorientowałam zadzwonił ostatni dzwonek. Uśmiechnięta poszłam na przystanek. Usiadłam na ławce i włożyłam słuchawki do uszu. Nagle poczułam przeszywający mnie ból głowy.
                Powoli otwieram oczy. Jak na razie widzę pomieszczenie w którym nie ma okien. Po minucie widzę coraz więcej. W rogu stoi dwójka mężczyzn przyglądająca się mi. Nie wyglądają na miłych, pozostaje tylko być dobrej nadziei.
- O proszę księżniczko, wstałaś. – Odezwał się jeden z nich. – Już  myślałem, że od tego przywalenia umarłaś. - Uśmiechnął się drwiąco.
- Co proszę? Co ja tu robię? Wypuśćcie mnie bo zadzwonię na policję! – Krzyknełam wystraszonym głosem.
- Nie masz telefonu, a po drugie jak zadzwonisz po gliny to zginiesz jak twoja koleżaneczka. – Powiedział z drwiną w głosie i w tym czasie do pokoju wniósł nieżywą Victorię. – Ta też udawała odważną. Z niekorzyścią dla niej. Więc lepiej bądź grzeczna, bo jutro będzie twoja pierwsza misja.
-Jaka misja? O czym ty mówisz? – Zapytałam.
-Jutro się dowiesz, mała. Choć John. A tak w ogóle to jestem Matt. – I w tym momencie wraz ze swoim towarzyszem opuścił pokój.
                Zostałam sama. Zapomniałam już o bólu głowy, ale za to boję się o co chodzi z tą misją. Muszę zacząć szukać wyjścia. Pierwsze co to podeszłam do drzwi którymi wyszli mężczyźni. Zamknięte. W drugim końcu pokoju są jeszcze inne. Szybko podbiegam z nadzieją. Otwarte! Szkoda tylko, że to łazienka. W niej również nie ma okien. Stąd nie ma ucieczki.


© Agata | WioskaSzablonów | x.