Rozdział I

                               Nazywam się Diana. Mam 16 lat. Jeszcze miesiąc i w końcu ukończę gimnazjum. Nawet nie wyobrażacie sobie jak się cieszę.
                W obecnym gimnazjum byłam prześladowana przez dziewczyny, które mściły się na mnie za to, że miałam wyjątkową urodę.Ich słowami „Mogłam mieć wszystkich”. Problem w tym,  że nie chciałam w gimnazjum się zakochiwać.
                Pewnego dnia po skończeniu lekcji jak zwykle poszłam na autobus. Zanim doszłam do przystanku usłyszałam krzyk oraz hamowanie opon. Przyspieszyłam kroku ale nic nie widziałam. Jedyne co mnie zdziwiło to to, że na przystanku nie było Victorii (jedna z dziewczyn, która mnie prześladowała) mimo iż zawsze tu była.  
-Co ty taka zaskoczona kochanie? – Nagle zapytał mnie tajemniczy głos. – Czyżby ci zniknęła koleżaneczka? 
Wystraszyłam się, lecz na moje szczęście akurat przyjechał autobus. Bez namysłu wsiadłam do niego. Całą drogę myślałam o co chodziło osobie, która się do mnie odzywała. „Pewnie sobie ktoś robił żarty” – Pomyślałam.
                Następnego dnia jechałam spokojnie do szkoły. Victoria również nie pojawiła się w autobusie. Przynajmniej jak jej w szkole nie będzie, będę miała spokojny dzień.
                Lekcje minęły bardzo szybko. Nim się zorientowałam zadzwonił ostatni dzwonek. Uśmiechnięta poszłam na przystanek. Usiadłam na ławce i włożyłam słuchawki do uszu. Nagle poczułam przeszywający mnie ból głowy.
                Powoli otwieram oczy. Jak na razie widzę pomieszczenie w którym nie ma okien. Po minucie widzę coraz więcej. W rogu stoi dwójka mężczyzn przyglądająca się mi. Nie wyglądają na miłych, pozostaje tylko być dobrej nadziei.
- O proszę księżniczko, wstałaś. – Odezwał się jeden z nich. – Już  myślałem, że od tego przywalenia umarłaś. - Uśmiechnął się drwiąco.
- Co proszę? Co ja tu robię? Wypuśćcie mnie bo zadzwonię na policję! – Krzyknełam wystraszonym głosem.
- Nie masz telefonu, a po drugie jak zadzwonisz po gliny to zginiesz jak twoja koleżaneczka. – Powiedział z drwiną w głosie i w tym czasie do pokoju wniósł nieżywą Victorię. – Ta też udawała odważną. Z niekorzyścią dla niej. Więc lepiej bądź grzeczna, bo jutro będzie twoja pierwsza misja.
-Jaka misja? O czym ty mówisz? – Zapytałam.
-Jutro się dowiesz, mała. Choć John. A tak w ogóle to jestem Matt. – I w tym momencie wraz ze swoim towarzyszem opuścił pokój.
                Zostałam sama. Zapomniałam już o bólu głowy, ale za to boję się o co chodzi z tą misją. Muszę zacząć szukać wyjścia. Pierwsze co to podeszłam do drzwi którymi wyszli mężczyźni. Zamknięte. W drugim końcu pokoju są jeszcze inne. Szybko podbiegam z nadzieją. Otwarte! Szkoda tylko, że to łazienka. W niej również nie ma okien. Stąd nie ma ucieczki.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata | WioskaSzablonów | x.